Praca z podświadomością może czasami uratować nam życie. Nie tylko polepszyć jego jakość, ale także dosłownie uchronić przed jawną lub ukrytą formą samobójstwa (wypadki, choroby psychosomatyczne – nowotwór, wylew, zawał).

Stres emocjonalny związany ze stratą kogoś bliskiego, ze śmiercią ukochanej osoby lub opuszczeniem (rozwodem, porzuceniem) może być i często bywa ogromnym bólem emocjonalnym, który wpływa na nasze zdrowie i bieg naszego życia. Takie wydarzenie potrafi nas załamać, sprawić, że życie traci sens, nic już mnie smakuje, nie chce nam się dłużej żyć. Organizm zaczyna to „realizować” poprzez chorobę, bardzo często nowotwór lub poprzez podświadomą skłonność do wypadków, nieświadome tendencje autodestrukcyjne.

Oczywiście po stracie czymś naturalnym jest żałoba. Musimy przeżyć stratę, musimy poczuć silne emocje i okazać je. Łzy są tak naprawdę eliksirem życia. Leczą nasze dusze. Jeżeli jednak trwa to zbyt długo i przekształca się w trwałą tendencję naszej postawy, zaczyna być szkodliwe. Przyjmuje się, i jest to przekonanie poparte także wielowiekową tradycją, że żałoba po dotkliwej stracie (śmierć ukochanego partnera, współmałżonka, dziecka, rozwód) powinna trwać nie dłużej niż rok. Jeżeli trwa dłużej, trzeba się zastanowić, czy czasami naturalna żałoba, nie zaczyna się przekształcać w patologię. Oczywiście może się zdarzyć, że psychika radzi sobie ze stratą szybciej.

Kiedy minie już największy ból można sobie pomóc w wychodzeniu z dołka poprzez autohipnozę z użyciem nagrań transowych. Kiedy jesteśmy w dołku, bardzo trudno wykrzesać z siebie jakieś optymistyczne myśli. Potrzebna jest pomoc kogoś z zewnątrz. To może być przyjaciel, przyjaciółka, terapeuta, ale można także skorzystać z nagranego głosu, które w umiejętny sposób będzie instalował w podświadomości pozytywne przekonania i postawy. Emocje są bowiem pochodną naszych przekonań i postaw psychologicznych.

Szczególnie „wdzięcznym” przypadkiem są osoby, które rozstały się ze swoimi partnerami. Jeżeli ktoś nas zostawia, odchodzi od nas, daje nam sygnał, że nie jesteśmy wystarczająco OK. Nie potrafiliśmy go przy sobie zatrzymać. To bardzo mocno może podważyć poczucie własnej wartości. Ponieważ nasze poczucie wartości jest chwilowo zdruzgotane, nie mamy ochoty poznawać nikogo nowego, żeby znowu nie odkrył, że „jesteśmy do niczego”. Zamykamy się w skorupie, obawiamy się kolejnego zranienia i zamykamy sobie drogę do kolejnego związku, który byłby może szczęśliwszy. To błędno koło musimy gdzieś przerwać. Może się oczywiście zdarzyć, że ktoś wyjątkowo uważny dostrzeże w nas to wszystko, co tak naprawdę mamy do zaoferowania i pomimo naszego „zamknięcia” zechce się do nas zbliżyć, przebić przez mur, który wokół siebie zbudowaliśmy. Taki książę lub księżniczka z bajki, która zdecyduje się „pocałować żabę” wierząc, że zamieni się w kogoś pięknego.  Zazwyczaj jednak nikt taki się nie pojawia, zanim nie otworzymy się wewnętrznie, zanim nie zmienimy swojego podświadomego myślenia, głębokich przekonań na temat siebie, swojej wartości, na temat świata, ludzi i związków.

Rozpaczliwe poszukiwanie partnera może być czasami najlepszym dowodem na to, że nie załatwiliśmy wszystkich spraw z własna podświadomością. Nie czujemy się podświadomie wystarczająco wartościowi, więc rozpaczliwie poszukujemy kogoś, kto z zewnątrz potwierdzi naszą atrakcyjność. Niestety to nie rozwiązuje problemu, ponieważ nawet jeżeli kogoś takiego spotkamy, to deficyt poczucia własnej wartości da znać wcześniej czy później na przykład w postaci zazdrości, albo skłonności do ciągłego „potwierdzania swojej atrakcyjności” poprzez zdrady. To oczywiście może zniszczyć kolejny związek i zabawę zaczynamy od początku.

Nie uciekniemy więc od konieczności przepracowania i zmiany podświadomych przekonań. Miłość rodziny i przyjaciół potrafi sprawić prawdziwe cuda, ale możemy je wesprzeć także poprzez systematyczną pracę nad podświadomymi przekonaniami i myśleniem.

Słuchając dobrych nagrań, działających na podświadomość, szczególnie nagrań personalizowanych, w których lektor zwraca się do nas po imieniu, możemy naprawdę zmienić swoje przekonania. Umiejętne sformułowanie sugestii skierowanych do podświadomości nie budzi oporu świadomego umysłu. Sugestie przyjmowane są jako głębokie prawdy na nasz temat, które systematycznie wysłuchiwane, budują i utrwalają nowe skojarzenia w podświadomości, nowe przekonania, nowe połączenia pomiędzy neuronami w mózgu (neuroplastyczność). Pojęcie miłości nie musi już kojarzyć się z cierpieniem emocjonalnym, strachem przed odrzuceniem, zdradą itp. a może być kojarzone z radością, przyjemnością, rozkoszą, szczęściem, spotkaniem, troską, szacunkiem, czułością, energią, otwarciem się na świat itp. Przykładem takiego nagrania jest „Zakończenie związku” (wersja niepersonalizowana, personalizowaną możesz zamówić pod tym linkiem).

I nawet jeżeli na początku naszej pracy z podświadomością może nam się wydawać, że mało prawdopodobne jest byśmy w ten sposób zmienili swoja rzeczywistość, to trzeba sobie uświadomić, że tak naprawdę nie ma innej drogi. Alternatywą jest bowiem tkwienie w poczuciu krzywdy, stopniowe zgorzknienie, które coraz bardziej odpychać będzie od nas innych ludzi. Zamkniemy się w zaklętym kręgu własnej tragicznej „love story”, z której przez lata możemy czerpać satysfakcję „osoby skrzywdzonej”, która w powszechnym odczuciu stoi moralnie wyżej od „osoby, która skrzywdziła”. Możemy wokół tego poczucia krzywdy zbudować swoją tożsamość. Cierpienie wszak uszlachetnia, prawda? Tylko, czy ktoś będzie miał z tego tak naprawdę jakąkolwiek korzyść? Czy to ma w ogóle jakiś sens? Czy w ten sposób chcemy ukarać, tych którzy odeszli? Przecież w ten sposób najbardziej karzemy samych siebie. Kiedy przejrzymy już wyraźnie, w jaki sposób nasze ego powstrzymuje nas przed przebaczeniem (sobie i drugiej stronie), przed zamknięciem historii, odłożeniem jej „ad acta”, zrozumiemy, że „otwarcie się na przyszłość” jest jedynym rozsądnym wyjściem i zaczniemy swoje przekonania przebudowywać. Wtedy radość życia powróci, powróci energia, pomysły, pojawia się nowe siły, optymizm, coraz częstszy uśmiech, zafascynowanie światem i innymi ludźmi, pojawi się w nas siła, która przyciąga innych. Wpadniemy wtedy w inny rodzaj „zaklętego kręgu”, który potoczy się w całkowicie innym kierunku, ale to już zupełnie inna historia…

Adam Bytof